Pisane dzień później. W nocy chrapanie współlokatora zbudziło mnie kila razy. Około 3:00 nie byłem już w stanie dalej spać. Potem praca. Po pracy jeszcze dokończenie zaległego szkolenia, potem do domu. Zjadłem kilogram frytek z opiekacza. Okazało się, że jeden z współlokatorów się wyprowadza. Przyjechać ma po niego znajomy i na nowej lokacji mają być o godzinie 11 rano następnego dnia. Nie wiedział czy ten znajomy przyjedzie i jakdokładnie dojechać w to miejsce, żeby zdążyć. W końcu spytał, czy kumplel może się przespać u nas na kanapie i rano razem pojadą. Zgodziliśmy się. Około 20:30 przyjechał ten znajomy. Był naćpany chyba już wtedy, ale po godzinie, czy dwóch, już ustawiał białe kreski na talerzu. Jeden z współmieszkańców (który wypił już jakieś pół litra) zaczął się stresować i prawie doszło do bójki. Ostatecznie udało mi się zagonić część towarzystwa do spania, resztę do siedzenia cicho w salonie, a sam wsadziłem zatyczki do uszu i poszedłem spać. Mefedroniarze trochę jeszcze się tłukli w nocy. Pakowali i rozpakowywali walizki, czy coś, ale w sumie byli już grzeczni. Oddychanie 7/10 Sen 5/10 Nawodnienie 8/10 Odżywienie 7/10 Ruch 4/10 Decyzje 6/10 Projekty: 0% / 111 dni. Egzamin niezaliczony. Sowa 10.09.2026
powrót