26:57
Chłodno.
Obudziłem się, ogoliłem, umyłem plecy (między innymi) i pojechałem do szkoły.
W szkole sprawdziłem zadania dwóch osób. Jedna z nich miała błędy związane z pamięcią, u drugiej było wszystko ok.
Za każdym razem, kiedy zaznaczam, że ktoś nie wykonał odpowiedniego zadania, zastanawiam się nad różnymi rzeczami. Czy odpadnie z tego powodu? Czy uzna, że trzeba się bardziej postarać? Czy obrazi się na mnie?
To dziwne uczucie - mieć świadomość, że od moich decyzji zależy czyjaś przyszłość. Tzn. jeśli kod będzie bezbłędny - nie mam decyzji do podjęcia. Ale co, jeśli kod będzie miał błędy, a ja uznam, że nie chcę ich znaleźć? Co, jeśli udam, że nie widziałem?
Są błędy, które mogę i nie chcę widzieć (literówka, trochę za długa linia, nic nie znaczący komentarz).
Są błędy, których nie mogę nie widzieć (brak zrozumienia oddanego kodu, wyciek pamięci).
Nie wiem gdzie i jak postawić granicę, aby nie zrobić komuś krzywdy.
Podczas rozwiązywania swojego następnego zadania spotkałem się spojrzeniem z pewnym człowiekiem, który niedawno zaczął naukę. Był ciekawy co robię. Porozmawialiśmy chwilę i zauważyłem, że jego zrozumienie komputerowych spraw jest ogromne. Uznał, że mi pomoże. Zrozumiał na czym polega problem, pomyślał chwilę, a ja powiedziałem mu jak zamierzam to rozwiązać. Pomyślał jeszcze chwilę i doradził mi: "Zrób to i to i będzie szybciej."
Nie widziałem tego, co chciał mi przekazać. Problem w tym, że znam ten ton głosu i sposób mówienia. Jego rada wydała mi się nierozsądna, ale on dobrze wiedział co mówi. Mówił to jak ktoś, kto pojął problem, znalazł optymalne rozwiązanie i teraz wystarczy to tylko napisać.
On widział, ja nie byłem w stanie tego zobaczyć. Staliśmy przed tablicą i rozmawialiśmy około godzinę. Tłumaczył, a ja pytałem i rozważałem. W końcu zobaczyłem to, co on też widział. Dopiero po godzinie zobaczyłem strukturę i działanie, którą on zobaczył w kilka minut.
Byłem mu za to wdzięczny, podzieliłem się jedzeniem i siedzieliśmy i dalej rozmawialiśmy w kuchni. Okazało się, że był na politechnice kiedyś, ale odpadł. Nie chciał więcej mówić, a ja nie ciągnąłem za język.
Dowiedziałem się jeszcze, że wczoraj napisał egzamin (drugi z czterech) na 100 punktów, co jest dość rzadkie.
"Napisałem rodzinie, że nadal tu jestem, ale wszystko jest ok. I że zdałem egzamin. Odpisali 'Dobrze, że chociaż tyle.'"
"To chyba niezbyt miłe."
"Czemu?" spytał lekko zdziwiony.
Sarkazm to coś, co nie do końca rozumiał.
Był społecznie nieprzystosowany. Kiepska postura, dziwny ton głosu, prawdopodobne spektrum.
Był na kampusie od wczoraj i nie spał od wczoraj. Jakieś 36 godzin. Zakładam, że nie jadł też wystarczająco dobrze.
Postarałem się nakłonić go do lepszego odpoczynku, do zadbania o ciało. Było to dość trudne, ale próbować warto. Rozumiem go. Przebywanie w tej szkole daje mi pewne poczucie bezpieczeństwa. Potem poszedłem do audytorium pooglądać film, on też się przyłączył. Inni studenci włączyli Łowcę Androidów 2047.
Zadzwonił wierny druh i zaprosił mnie do czyśćca na grę w bilard. Opuściłem szkołę i około 23:00 jadłem falafela i grałem w bilard. Słuchałem też opowieści o szarlatanach z banków.
Około 2:00 wracałem autobusem do siebie, żeby się wyspać.
I myślałem o człowieku ze szkoły. Przypominało mi się, że słyszałem rozmowy uczniów, że jest irytujący. On sam prawdopodobnie nawet nie wie czemu ktoś może tak sądzić.
Czy z punktu widzenia innych jestem podobny do tego człowieka? Czy kiedyś byłem?
Jak dużej krzywdy doświadczył w ciągu życia ze strony "normalnych"?
Oddychanie 8/10
Sen 8/10
Nawodnienie 8/10
Odżywienie 8/10
Ruch 4/10
Decyzje 6/10
Projekty: 0% / 49 dni.
Egzamin zaliczony.
Sowa
07.02.2026