24:48 Odwilż. Obudziłem się, ogoliłem, umyłem stopy (między innymi) i pojechałem do szkoły. Planowałem wypić kawę i zjeść obiad przed egzaminem. Dotarłem jakieś 10 minut przed czasem i nawet kawy nie zdążyłem wypić. Egzamin wyglądał tak samo jak zwykle - zalogować się, przeczytać otrzymane zadanie, oddać do oceny. Jeśli działa to rozwiązać kolejne otrzymane zadanie. Egzamin będzie zaliczony, jeśli poprawnie wykona się wszystkie zadania. Pierwsze zadanie było proste. Bardzo proste. Funkcja ma skopiować ciąg znaków w nowe miejsce. Napisałem, oddałem i nawet nie przetestowałem porządnie. Dopiero za 4 razem zadziałało, bo popełniłem banalne błędy. Nie w logice, a w wykonaniu. Brak nawiasu, brak zapisania zmian, pomylenie źródła i celu. Drugie zadanie było ciut trudniejsze. Funkcja ma wypisać 8 bitów przesłanego bajta. Nie przypominałem sobie, żebym to kiedyś robił. Na dodatek, tuż przed egzaminem, jedna studentka pokazywała mi jak rozwiązać właśnie to zadanie, ale nie uważałem. Ta z kolorowymi włosami, o której już pisałem kilka razy. Jestem zadowolony, kiedy widzę jej postępy. Wprowadza dużo pozytywnej atmosfery, a i męża nawet nakłoniła do nauki w tym miejscu. Trzecie było tylko trochę trudniejsze od drugiego. Funkcja ma stworzyć listę z zakresem numerów od X do Y. Pisałem to już kiedyś, chociaż chyba w innym języku. Czwarte było już wymagające. Program (nie funkcja) ma przyjąć numer wpisany przez użytkownika, a potem wypisać wszystkie czynniki pierwsze tego numeru. Tego zadania nie wykonywałem wcześniej ani razu. Na napisanie czterech zadań miałem w sumie 3 godziny. Kiedy zaczynałem ostatnie z nich, została jedna. "Nie zrobię" pomyślałem ze spokojem. "Mogę wstać i zaoszczędzić godzinę, ale niewiele mi to da, bo pracownie zamknięte (bo egzaminy). Równie dobrze mogę poćwiczyć umiejętności tutaj." I zacząłem pisać ostatnie zadanie, nie licząc nawet, że oddam je do oceny. Zaprojektowałem, napisałem mały fragment kodu do pomocy, a potem zacząłem rozwiązywać je tak, jakbym nie miał się dokad spieszyć. W pewnym momencie, kiedy testowałem czy w ogóle działa, okazało się, że tak, działa i to całkiem dobrze. Spojrzałem na zegar, pozostało mi 15 minut, aby oddać, a potem ocenić. Wiedziałem, że program jest jeszcze niekompletny, ale większość przypadków testowych działała poprawnie. "To da się zrobić teraz! Jeśli poprawię co trzeba to egzamin będzie zaliczony za pierwszym podejściem!" Poczułem jak mózg wchodzi w stan intensywnego skupienia, większość bodźców zostaje odcięta i oczy otwierają się szerzej. Adrenalina zaczęła robić swoje. Uderzenia palców w klawiaturę przyspieszyły. Sprawdzałem i poprawiałem kolejne rzeczy. 5 minut przed końcem egzaminu oddałem zadanie. OCEŃ -> 'na pewno?' -> TAK -> 'czekaj 10 - 180 sekund' ... ... ... 'egzamin ukończony, 100/100 punktów, można się wylogować' Zdałem. Mózg zalały hormony. Poczułem, że coś się zmieniło w środku. Jakaś struktura się utworzyła/uszkodziła. Głód + pragnienie + intensywna praca + hormony + stres = ??? Nie jestem pewien co tam zaszło, ale mam wrażenie, że poszerzyły mi się horyzonty informatyczne. Nie wiem tylko jeszcze kosztem czego. Pewnie człowieczeństwa. Potem pierwszy posiłek w tym dniu, odpoczynek i rozmowy z innymi uczniami. A potem z kompozytorką. Zaczynam pracę nad kolejnym projektem. Mam około 50 dni. Rozważam też, czy nie spożytkowałbym lepiej swojego czasu realizując inne rzeczy. Chyba ilość inteligentnych dziwaków utrzymuje mnie skutecznie w tym miejscu. Oddychanie 8/10 Sen 7/10 Nawodnienie 8/10 Odżywienie 6/10 Ruch 6/10 Decyzje 7/10 Projekty: 0% / 50 dni. Egzamin zaliczony. Sowa 06.02.2026
powrót